Rybnik.pl
Smog

Uratuj swoje życie i posłuchaj kominiarza

U progu sezonu grzewczego zapraszamy do przeczytania rozmowy z doświadczonym rybnickim kominiarzem Romanem Ochocińskim.

U progu sezonu grzewczego kominiarze apelują o zdrowy rozsądek i zaufanie. Przestrzegają, że nieprzestrzeganie elementarnych zasad użytkowania przewodów kominowych i wentylacyjnych, ale też uszczelnianie okien i drzwi bez opamiętania może doprowadzić do tragedii.

– Na co u progu sezonu grzewczego trzeba zwrócić uwagę mieszkańcom ogrzewającym swoje mieszkania bądź domy różnego rodzaju piecami?

– Najważniejsze są profilaktyka, czyszczenie i kontrola. Profilaktyka polega na dbaniu o kominy. Przewody dymowe powinno się czyścić raz na kwartał, czyli cztery razy w roku. Dwa razy w roku, czyli raz na pół roku, powinno się czyścić przewody spalinowe, odprowadzające spaliny np. z pieca gazowego, nawet tego z zamkniętą komorą spalania. Raz w roku powinno się z kolei czyścić przewody wentylacyjne. Większość użytkowników myśli, że w nich nic nie ma, a tam zbierają się różne zanieczyszczenia, które sprawiają, że ta wentylacja nie spełnia swego zadania. Oczywiście mieszkańcy budynków wielorodzinnych nie muszą o tym myśleć, bo tym zajmuje się administracja bądź zarządca. Trzeba jednak zadbać o to, by w dniu kontroli kominiarz mógł wejść do mojego mieszkania. Tymczasem w czasie takich kontroli na ogół sporej części lokatorów nie ma i nie jesteśmy w stanie sprawdzić, czy w ich mieszkaniu nie mamy do czynienia z jakimś poważnym zagrożeniem. Gdy zepsuje się telewizor, wszyscy od razu dzwonią do serwisanta i chcą, by najlepiej od razu się nim zajął. Ale jak jest zapchana kratka wentylacyjna i brak właściwej wentylacji zagraża ich życiu, wówczas większość lokatorów stwierdza, że to nic ważnego. Problemy są również z wykonywaniem zaleceń kominiarzy. Ludzie na ogół nie słuchają kominiarza, gdy ten mówi im, że nie wolno zamykać nawiewników, zasłaniać kratek wentylacyjnych i bez końca uszczelniać okien. Zawsze tłumaczę lokatorom, że ja w tym mieszkaniu nie mieszkam, że przychodzę po to, żeby im pomóc, a nie zaszkodzić. Tymczasem wiele osób traktuje nas jak zło konieczne. Kominiarz jest dla ludzi, mało tego – ponosi odpowiedzialność karną za swoją robotę. Jeśli coś sknocę, a wydarzy się nieszczęście, pójdę do więzienia. W czasie kontroli nie tylko sprawdzamy przewody kominowe i wentylacyjne, ale też edukujemy mieszkańców i uświadamiamy ich, jakie niebezpieczeństwo im grozi, gdy zaniedbają kwestie właściwej wentylacji mieszkań. Przeciętnie na 100 skontrolowanych mieszkań w 70 stwierdzamy mniej lub bardziej poważne usterki, o których informujemy lokatorów, wydając konkretne zalecenia. Gdy po roku przychodzimy ponownie, często niestety okazuje się, że nic się nie zmieniło.

– To kwestia lenistwa, sporych kosztów czy może brak jakiejś elementarnej wiedzy?

– Ludzie nie zdają sobie sprawy, że z powodu takich zaniedbań mogą zginąć. Piece na węgiel, drewno, a nawet te na gaz potrzebują do spalania powietrza, tak jak człowiek potrzebuje go, żeby oddychać. Termomodernizujemy budynki, kupujemy dobre, bardzo szczelne okna, drzwi itd., ale do życia bardziej od ciepła potrzebujemy tlenu, a ten może się do naszego ocieplonego mieszkania dostać tylko przez nawiewniki i nieszczelności okien i drzwi. Wiele okien ma tzw. mikrouchył; warto z tego korzystać. Jeśli mamy pozamykane i uszczelnione mieszkanie, to w naturalny sposób takim nawiewnikiem staje się wentylacja lub kanał spalinowy z junkersa. Następuje tzw. cofka, spaliny z tego przewodu dostają się do mieszkania i nieszczęście gotowe. Już po kilku dniach niepogody mieliśmy dużo wezwań – tu nie chce się palić w piecu, tam klatki wentylacyjne zasysają powietrze z zewnątrz itd. Dlaczego to się nie dzieje latem? Bo mamy wtedy otwarte okna.
90 proc. właścicieli budynków jednorodzinnych o obowiązujących ich przepisach w tym zakresie dowiaduje się od kominiarza. Ludzie nie zdają sobie sprawy, że Prawo budowlane nakłada na nich obowiązek przeprowadzenia raz do roku kontroli przewodów kominowych. Niestety, większość nie zwraca na to uwagi, wychodząc z założenia, że to jego dom, więc i jego prywatna sprawa. Problemy zaczynają się jednak, gdy np. w kominie zapali się sadza. W ciągu dziesięciu ostatnich lat prawie o 100 proc. wzrosła liczba pożarów przewodów kominowych. Powód jest oczywisty – kominy nie są czyszczone. Jeśli dom był ubezpieczony, to ubezpieczyciel przed wypłaceniem odszkodowania za szkody zażąda od nas protokołu z ostatniej kontroli kominiarskiej. Jeśli okaże się, że w ciągu ostatniego roku żadnej kontroli nie było, z odszkodowaniem możemy się pożegnać. Jeśli nawet właściciel sam sobie czyścił kominy, to ubezpieczyciel zażąda od niego zaświadczenia o odpowiednich uprawnieniach.

– A jak się ma utrzymywanie komina we właściwym stanie do kwestii smogu?

– Po usunięciu przez kominiarza sadzy z komina jest on czysty, więc znacznie mniej sadzy ulatnia się do atmosfery. Ta sadza zamiast do powietrza, którym oddychamy, trafia do tzw. czystki kominowej. Przytkany komin sprawia, że piec źle pracuje i znacznie więcej toksyn dostaje się do atmosfery. Są ludzie, którzy mieszkają w wybudowanym przez siebie domu dobrych dziesięć lat, a jeszcze nie widzieli kominiarza. Przy wolnym rynku usług, od bodaj 20 lat, w sprawie kontroli kominiarskich nie obowiązuje już rejonizacja, więc każdy we własnym zakresie musi zadbać o to, by jego kominy zostały przeczyszczone i skontrolowane. Właściciel budynku może się zwrócić w tej sprawie do dowolnego kominiarza.

– Do uszczelniania mieszkań ludzi popycha chęć zaoszczędzenia ciepła, czyli pieniędzy…?

– To oczywisty błąd, bo szczelne mieszkanie nie oddycha, co powoduje nie tylko problemy z ogrzewaniem i wentylacją, ale i wiele innych. W mieszkaniu rośnie wilgotność powietrza, a to zwiększa koszty jego użytkowania, bo żeby ogrzać zawilgocone powietrze, potrzeba znacznie więcej energii. Nie wspomnę już o chorobach czy grzybie na ścianach. Im więcej wilgoci w mieszkaniu, tym gorzej dla nas i naszego mieszkania, a ta może też być efektem zbyt wysokiej temperatury, czyli przegrzewania mieszkań. Optymalna do życia temperatura to 20, 21 stopni, ale niektórzy grzeją do 28 stopni.

– W sezonie grzewczym niektórzy uszczelniają okna z powodu smogu…?
– To błędne myślenie. Jeśli zamkniemy okna, to to samo powietrze z zewnątrz wleci nam przez przewody kominowe. W mieszkaniach nie ma próżni. Jeśli pan zatka nos, będzie pan musiał oddychać ustami. Od jakiegoś czasu rozmawiamy z prezydentem Kuczerą o akcji inwentaryzacji urządzeń grzewczych. Jeśli mamy walczyć ze smogiem, to musimy najpierw wiedzieć, z czym konkretnie mamy walczyć, ile jest w mieście kopciuchów, ile pieców innych rodzajów. Nie wiadomo jednak, jak to ugryźć, bo brakuje narzędzi prawnych. Ani prezydent, ani ja nie chcemy nikomu na siłę wchodzić do mieszkania, a wiemy, że na pewno spotkamy się z niechęcią części mieszkańców. Wszyscy narzekają na smog, ale jak po kontroli mówimy komuś, że ma zły piec i że w ten sposób przyczynia się do większej emisji zanieczyszczeń, to on już walczyć ze smogiem nie chce. Oczywiście znacznie lepiej wygląda rozeznanie jeśli chodzi o budynki komunalne, będące własnością miasta. Prezydent Bytomia zwrócił się np. do mieszkańców budynków jednorodzinnych z pisemną prośbą o przesłanie informacji o protokole z ostatniego przeglądu kominiarskiego. Podziałało; dziś kominiarze z Bytomia mają po 30 zgłoszeń dziennie. Jestem przeciwnikiem nakazów. Jak się komuś coś wytłumaczy, przekona, to jest szansa, że on zmieni swoje myślenie i postępowanie.


Rozmawiał Wacław Troszka
(rozmowa ukazała się w „Gazecie Rybnickiej” nr 9/578, wrzesień 2019)

Udostępnij: