O zmianach w rybnickim transporcie z prezydentem Piotrem Kuczerą rozmawia Bartosz Mazur główny specjalista ds. transportu w rybnickim magistracie.
- Panie Prezydencie, temat nowego dyrektora Zarządu Transportu Zbiorowego to może nie „czerwony pasek”, ale dało się wyczuć duże napięcie, choćby w licznych komentarzach internautów. Niejednokrotnie wskazywano na różnych faworytów. Teraz, gdy emocje już opadły, prosimy o pierwsze wrażenia z konkursu.
- Od samego początku byłem twardym zwolennikiem pełnej transparentności. Chęć wyłonienia nowego dyrektora Zarządu Transportu Zbiorowego w otwartym konkursie to świadoma polityka miasta, mająca na celu pozyskanie jak najlepszych kandydatów. Nikomu nie zamierzam zamykać drzwi. Formuła się sprawdziła, skuteczna też okazała się promocja konkursu – jestem bardzo zadowolony z dużej liczby złożonych ofert.
- No właśnie. Choć wszyscy najbardziej wyczekują zwycięzcy, to warto wspomnieć kilka słów o samym procesie rekrutacji. Czy dużo osób zgłosiło akces na stanowisko dyrektora?
- Dostaliśmy sześć ofert – oceniam, że to dużo. Dla mnie to wyraźny sygnał, że idziemy w dobrym kierunku, ponieważ odbieram to tak, że są osoby, które doceniają różne działania miasta i chcą się włączyć w politykę zrównoważonej mobilności. Także fakt, że wśród kandydatów znaleźli się nie tylko Rybniczanie, potwierdza, że nasze miasto jest postrzegane jako rozwijające się, jako dające możliwości rozwoju zawodowego.
- Czyli były osoby spoza miasta?
- Tak, i to nie tylko z najbliższej okolicy. Zgłosili się też kandydaci z Metropolii oraz z Krakowa. Wszystkim w tym miejscu bardzo dziękuję za udział, za poświęcony czas. Oczywiście znakomicie by było ,gdyby można wybrać wszystkich i korzystać z doświadczenia wszystkich, ponieważ każdy z kandydatów i kandydatek inaczej rozkładał akcenty.
- Panie Prezydencie, a czy Pan miał jakiegoś swojego faworyta czy też swoich faworytów?
- Zarządzanie komunikacją miejską w naszym mieście to bardzo odpowiedzialne zadanie. Konkurs tego rodzaju nie zdarza się co dzień i też od samego początku bardzo poważnie podchodziłem do tej sprawy. Uczuliłem członków komisji rekrutacyjnej, by zgodnie ze swoją oceną wybrali najlepszego kandydata. Nie miałem żadnych preferencji, chodziło mi o to, aby była to osoba, która będzie w najlepszym stopniu wypełniać powierzone zadania. Z tego, co wiem, wybór nie był łatwy.
- Pewne procedury konkursowe wynikają wprost z ustawy o pracownikach samorządowych, ale ostateczna decyzja zawsze należy do prezydenta.
- Owszem, ale też trzeba mieć zaufanie do ludzi. Gdyby we wszystkich sprawach miał decydować prezydent, to byłoby to ręczne sterowanie, a nie samorząd (śmiech). Szeroki skład komisji pozwolił na zobiektywizowane spojrzenie, dlatego jestem pewny, że wybrano najlepszą kandydaturę, choć rzeczywiście różnice punktowe były niewielkie.
- I w efekcie dyrektorem zostanie pan Łukasz Kosobudzki. Czy można prosić o więcej szczegółów?
- Wydaje mi się, że to rzeczywiście jest bardzo dobra kandydatura. Solidne wykształcenie transportowe idzie tu w parze z doświadczeniem w branży. Pan Łukasz miał też możliwość kierowania zespołami ludzkimi, co jest bardzo ważnym elementem zarządzania. Na jego korzyść przemawia też to, że – choć krótko – pracował też w ZTZ, dodatkowo wykorzystywał dane z naszego systemu e-Karty w swojej pracy magisterskiej. Zatem nie jest „żółtodziobem” w zakresie rybnickiej komunikacji miejskiej i szybko się zaaklimatyzuje. Ale już samo to pokazuje, jak bardzo świat poszedł do przodu, bo dziś do zarządzania konieczne jest integrowanie danych także z innych systemów sprzedażowych, choćby ze smartfonów.
- Jakie zadania przed nowym dyrektorem?
- Może nie straszmy tak na początek pana Łukasza (śmiech), ale zadań jest sporo. Trzeba z jednej strony uporządkować takie bieżące sprawy, żeby nie było tak, że na przykład jakaś wiata stoi krzywo przez pół roku i nie ma żadnej reakcji, ale też właśnie teraz zaczyna się poważna dyskusja na temat nowej perspektywy finansowej UE. Być może dla pozyskania nowego taboru konieczne jest wprowadzenie formuły partnerstwa publiczno-prywatnego w umowach. Jeśli koszt autobusu wodorowego z uwzględnieniem dofinansowania unijnego byłby nawet niższy, niż klasycznego „diesla” to trzeba dobrze rozważyć rachunek ekonomiczny tego całego biznesu. A to tylko wycinek problematyki transportu publicznego w ramach zrównoważonej mobilności. Trzymam kciuki za nowego dyrektora – witamy na pokładzie!