Bogusław Paszenda funkcję skarbnika miasta pełnił praktycznie od chwili reaktywowania w Polsce samorządu terytorialnego, co nastąpiło po historycznych przemianach ustrojowych zapoczątkowanych w 1989 roku. Zajmując się finansami i budżetem miasta, pomagał zarządzać miastem trzem kolejnym jego prezydentom: Józefowi Makoszowi, Adamowi Fudalemu oraz Piotrowi Kuczerze. Z końcem maja zakończył swoją pracę w magistracie, przechodząc na zasłużoną, emeryturę.
Zapraszamy do przeczytania rozmowy, która ukazała się na łamach Gazety Rybnickiej z maja 2017 r. (s.14). Ze Skarbnikiem Miasta Rybnika rozmawiał Wacław Troszka.
Pół wieku przepracował Pan w miejskiej administracji. Czy realia, w których zaczynał Pan pracę w magistracie, bardzo różnią się od współczesnych?
To dwa diametralnie różne światy. W 1967 roku była to administracja państwowa i zniewolenie komunistyczne ze wszystkimi jego konsekwencjami. Nie było dowolności w operowaniu budżetem i finansami miasta, bo była to część budżetu państwa. Natomiast z nastaniem roku 1991 miasta i gminy stały się w pełni samodzielne. Trzeba jednak pamiętać, że odpowiedzialność też była znacznie większa. Stopniowo, z upływem lat, poszerzano zadania gmin, dodając im zadań i obowiązków. Z dodawaniem pieniędzy na sfinansowanie tych nowych zadań było już znacznie gorzej. Potem pojawiły się fundusze przedakcesyjne i unijne. Tamte i obecne budżety miasta są nieporównywalne, i to nie tylko ze względu na przeprowadzoną po drodze denominację.
Na Śląsku „skarbnik” kojarzy się raczej z kopalnią i Barbórką… Jakie są zadania i odpowiedzialność skarbnika miasta?
Upraszczając, skarbnik jest generalnie głównym księgowym budżetu miasta. Ma prawo (i obowiązek) kontrasygnaty, co znaczy, że bez jego podpisu miasto nie może zaciągać pożyczek i kredytów. W praktyce skarbnik nadzoruje podległe mu wydziały (finansów, podatków i księgowości), weryfikuje dokumenty związane z postępowaniami przetargowymi, kontrasygnuje umowy. Doradza organowi wykonawczemu (przez trzy pierwsze kadencje był to zarząd miasta, a potem prezydent). W wyjątkowych sytuacjach skarbnik może nawet zablokować operacje finansowe miasta. Na posiedzeniach komisji finansów i rewizyjnej oraz na sesjach rady miasta przedstawiałem stanowisko organu wykonawczego. Nie zawsze podzielałem w pełni to stanowisko, ale przecież różnice zdań, jak i to, że głos decydujący ma szef, czyli prezydent miasta, to sprawy normalne i oczywiste. Zawsze jednak wspólnie z moim zastępcą i pracownikami służb finansowych szukaliśmy najlepszych dla miasta rozwiązań, spełniających wolę organu wykonawczego. Do tej pory zawsze udawało się takie znajdować.
Miasto wielokrotnie się zadłużało. Czy to też był wynik Pańskiego „doradzania”?
Pierwsza zaciągnięta przez miasto pożyczka w Wojewódzkim Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej była przeznaczona na modernizację oczyszczalni ścieków, która była niezbędna dla spełnienia kryteriów ekologicznych i umożliwiła późniejszą rozbudowę sieci kanalizacji sanitarnej w dzielnicach. Tak, doradzałem, by się zadłużać, ale w sposób mądry i najbardziej ekonomiczny.
A kolejne pożyczki, kredyty i rosnące zadłużenie miasta…?
Chyba z końcem pierwszej lub początkiem drugiej kadencji weszliśmy w spór z nadzorującą finanse samorządów Regionalną Izbą Obrachunkową w Katowicach. Izba uchwałą swojego kolegium zablokowała naszą uchwałę budżetową, dlatego że założyliśmy w niej zaciągnięcie nowego kredytu, pomimo niespłacenia w całości kredytu wcześniejszego. Takie stanowisko RIO groziło blokadą rozwoju i paraliżem nie tylko Rybnika, ale wszystkich gmin nadzorowanych przez katowicką Izbę. Uparłem się wtedy, by zaskarżyć uchwałę RIO do sądu. Co to się działo! Ale mieliśmy rację, co sąd potwierdził po trwającej ledwie kwadrans rozprawie. Sądzę, że to między innymi ten „precedens” zbudował autorytet Rybnika w województwie. Potem była emisja obligacji komunalnych, w trzech transzach – w latach 2002 i 2003 oprocentowanych 1,3%. Z emisją trzeciej transzy zwlekaliśmy do samego końca (2007 rok), sygnalizując, że gotowi jesteśmy z niej zrezygnować ze względu na wysoką naszym zdaniem cenę. Wtedy bank obniżył ją do 0,35%, co było już całkiem atrakcyjnym oprocentowaniem. Tak właśnie walczyliśmy o możliwość mądrego i w miarę taniego zadłużania miasta, bo bez tych środków jego rozwój nie byłby możliwy. Ostatnią ratę obligacji (14,5 mln zł) spłacimy 10 listopada. Przypomnę, że środki z obligacji przeznaczone były w szczególności na wkład własny miasta w rozbudowę kanalizacji, współfinansowaną przez Unię Europejską.